Archiwa kategorii: Bez kategorii

Bezsenność

Cześć mam na imię Michał, a Ty?

Jest noc, już dawno powinienem spać. Nie dzisiaj. Może to przez ten cholerny upał, może przez to, że w lodówce nie miałem zwykłej wody a tylko pepsi a po tym świństwie trudno mi zasnąć? A może przez to, że wczoraj z kolegą zachciało mi się zamiast jednego zimnego piwa na wieczór wybrać opcję sprawdzenia smaku Lubelskiej „jagody” „mirabelki” i tradycyjnej „wiśni”, w następstwie czego spałem do południa. Nie wiem. Wiem tylko, że nie zasnę.

To jest ta noc, w której myślę. Masz też coś takiego? Łapie Cię ten moment, w którym nie możesz odpuścić, odpłynąć w czekające na Ciebie szeroko otwarte ramiona Orfeusza, wiercisz się tylko w miejscu na boki i nie możesz zasnąć? Ja tak mam, i to często.

Niekontrolowane rzeczy przychodzą mi do głowy. Sprawy, o których wydawało się już dawno zapomniałem tłoczą się u wejścia do mojego mózgu i chcą się wbić do jego środka jak horda zombie. Dlaczego właśnie teraz rozmyślam o swoich porażkach? Żałuję, że kiedyś nie dałem tego pieprzonego kwiatka, dlaczego nie powstrzymałem tamtej kłótni? Dlaczego nie miałem odwagi naprawić tej relacji? Jak mogłem zawalić tą sprawę skoro miałem szansę przy większym wysiłku wyjść z tego obronną ręką? Czemu nie potrafiłem skupić się na obowiązkach i zrobić to co do mnie należało?

Ciągle szukałem gdzieś wymówek, często w myślach zwalałem winę na innych i w ten sposób wybielałem siebie samego. Jest w życiu taka jedna prawda, którą pewnie znasz, ale i tak ją Tobie podaruję – i to za darmo, bo najlepsze rzeczy w życiu są za darmo!

Możesz oszukać swych rodziców,

możesz oszukać swych krewnych,

możesz oszukać swoich przyjaciół,

możesz nawet oszukać swoją ukochaną osobę,

ale nigdy nie uciekniesz od prawdy przed swoim sumieniem! Ono zawsze Cię dopadnie!

Sztuka radzenia sobie z porażkami to jedna z najważniejszych sztuk jakie musimy opanować w swoim życiu. Mógłbym zaryzykować nawet stwierdzenie, że najważniejsza. Dlaczego? Bo wszyscy przez to przechodzimy. Chcemy iść dalej ale wiąże nas przeszłość i strach powtórki z rozrywki. Żyjemy więc w teraźniejszości aspiracjami przyszłości idąc tam z bagażem przeszłości. To się nie może udać!

Ja już się nie oszukuje, nie potrafię już nawet patrzeć i zrzucić na kogoś winy. Sprawa jest prosta – w większości przypadków to tylko ja odpowiadam za to jak potoczy się dana sprawa. Jeżeli popełnię błąd, to muszę to przyjąć na klatę razem z konsekwencjami. Przeprosić siebie za to, i odpuścić!

Let it go…

Czyli „mam tę moc” jak to specjaliści przetłumaczyli z języka angielskiego w piosence z „Krainy lodu”. A tak poważnie – to właśnie odpuszczenie sobie tych skaz jest najlepszym sposobem. Bo jak naprawisz rzeczy, które nie są już do naprawienia? Nie wskrzeszę osób tylko po to by powiedzieć im to co chciałem. Nie cofnę się do danego momentu by zrobić ruch, który powinienem. Czy brzemię przeszłości musi zawsze na Tobie ciążyć? To tak jakby samemu dokładać sobie do plecaka po kamieniu, a potem dziwić się, że nie można go unieść. Zrób więc rachunek sumienia, ten mentalny „dzień nóg”, wyrób trójgłową sekcję sumienia wraz z łydką przebaczenia i dwugłowym mięśniem spojrzenia w przyszłość. I ruszaj dalej!

Szczerze, to byłbym nawet bliski temu, by założyć nawet, że to dobrze, że wszystko co stało się w moim życiu podziało się właśnie w ten sposób. Jestem tu gdzie jestem, może tak jak każdy marzę o jeszcze szczęśliwszych rzeczach, ale na to trzeba pracować. W tej chwili przykładowo myślami nawet jestem o krok od wylotu z Polski i rozpoczęcia trochę innego etapu w moim życiu. Wcześniej nie byłoby mnie na to stać – mentalnie. Każdy dorasta w swój własny sposób, opuszcza dom w różnym wieku i ciągnie go do innych rzeczy. To jest właśnie świetne! Ja od zawsze miałem jakiś kierunek w swoim życiu – było to robienie „czegoś” związanego z przyrodą. I tak też się stało. Potem odkryłem nowe pasje i czas to skonfrontować ze światem odrywając się od obecnej rzeczywistości.

Ale muszę się znów otrząsnąć. Trzeba zasnąć… Kolejny raz więc automatycznie przy zamknięciu oczu mimowolnie wymawiam w głowie słowa: „Cześć mam na imię Michał, a Ty?”. To głupie, bez sensu, bo po tym często od razu myślę i tak o czymś innym, ale od dzieciaka weszła mi w mózg jakaś utarta regułka, która rozpoczyna rytuał snu. Nie układam sobie i tak przy tych słowach zdarzenia z nowo poznaną osobą (jak już to bardzo rzadko), ale to bez mojej zgody pojawia się w mojej jaźni. Po prostu jak wytrenowany zwierzak, posiadam odruch bezwarunkowy. A może coś w tym jest? Kiedyś jeszcze o tym pomyślę… A teraz, idę spać…

Cześć mam na imię Michał, a Ty?…

Reklamy